List jednego z więźniów aresztu na ul. Rakowieckiej w Warszawie, skazanego na karę śmierci.

Nasza Misja

Fundacja Łączka walczy o Niezłomnych-Wyklętych. Musimy pomóc, szczególnie dziś, gdy słyszy się, że na dalsze badania na "Łączce" i w innych podobnych miejscach państwo polskie nie ma pieniędzy.

Oczekujemy, że 27 września 2014 roku – dzień państwowego pochówku Żołnierzy Wyklętych-Niezłomnych, ofiar komunistycznego terroru, ekshumowanych i identyfikowanych w kwaterze „Ł” Powązek Wojskowych w Warszawie będzie miał charakter szczególny. To musi być wielka patriotyczna uroczystość, narodowe święto. Zamordowani przez komunę żołnierze niepodległości – elita II Rzeczypospolitej czekają na tę chwilę przez dziesięciolecia sowieckiego zniewolenia i zakłamania - pisze Tadeusz M. Płużański*.

1 marca 1951 r. Po brutalnym śledztwie, zakończonym wyrokiem śmierci, został zabity w mokotowskim więzieniu prezes IV Zarządu Głównego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość ppłk Łukasz Ciepliński i sześciu jego współpracowników - mjr Adam Lazarowicz, mjr Mieczysław Kawalec, kpt. Franciszek Błażej, kpt. Józef Rzepka, por Karol Chmiel, por Józef Batory. Ciepliński wiedział, że nie będzie miał pogrzebu, tylko zostanie wrzucony pod osłoną nocy do jakiegoś bezimiennego dołu. Dlatego 1 marca 1951 r., tuż przed śmiercią połknął medalik z Matką Boską. To jak dotąd nie wystarczyło do identyfikacji jego szczątków na „Łączce” Powązek Wojskowych w Warszawie.

Dziś na pamiątkę tych tragicznych wydarzeń 1 marca – dzięki śp. Prezydentowi RP Lechowi Kaczyńskiemu i śp. Prezesowi IPN Januszowi Kurtyce - możemy obchodzić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.

ICH JUŻ NIE MA, ZGINĘLI W 2010 ROKU W SMOLEŃSKU, ALE NASZA WALKA TRWA DALEJ. DZIŚ DOMAGAMY SIĘ OD OBECNYCH WŁADZ RP GODNEGO POCHÓWKU ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH-NIEZŁOMNYCH W KWATERZE „Ł” CMENTARZA NA POWĄZKACH WOJSKOWYCH W WARSZAWIE.

TO PIERWSZA I OSTATNIA TEGO TYPU UROCZYSTOŚĆ W DZISIEJSZEJ POLSCE, KIEDY BĘDZIEMY ŻEGNAĆ DOWÓDCÓW I OBYWATELI II RZECZYPOSPOLITEJ – NASZYCH NAJWIĘKSZYCH BOHATERÓW. TYCH, KTÓRZY WALCZYLI O NASZĄ WOLNOŚĆ I NIEPODLEGŁOŚĆ OJCZYZNY. KTÓRZY ZA TE IDEAŁY ODDALI ŻYCIE NIE GODZĄC SIĘ NA SOWIECKIE ZNIEWOLENIE. ONI BYLI SZCZEGÓLNIE ODDANI POLSCE, DLATEGO DZISIEJSZA POLSKA MUSI IM SZCZEGÓLNIE PODZIĘKOWAĆ, ZAPEWNIAJĄC UROCZYSTOŚCIOM POGRZEBOWYM ODPOWIEDNIĄ OPRAWĘ.

ONI TEŻ W SZCZEGÓLNY SPOSÓB ZOSTALI POTRAKTOWANI PRZEZ SWOICH STALINOWSKICH OPRAWCÓW – MALTRETOWANI W UBECKIM ŚLEDZTWIE, POHAŃBIENI WYROKIEM KRZYWOPRZYSIĘŻNEGO SĄDU, ZAMORDOWANI SOWIECKIM STRZAŁEM W TYŁ GŁOWY I ZRZUCENI DO BEZIMIENNYCH DOŁÓW ŚMIERCI. POTEM, PRZEZ CAŁY PRL, ZAKŁAMYWANI.

ŻOŁNIERZE WYKLĘCI-NIEZŁOMNI TO WYRWANY NAM PRZEZ CZERWONĄ ZARAZĘ FRAGMENT POLSKIEGO KRĘGOSŁUPA, NASZEJ NARODOWEJ HISTORII, KTÓRĄ MUSIMY ODZYSKAĆ.

Bierzemy sprawy w swoje ręce

Podczas dotychczasowych prac na „Łączce” Instytut Pamięci Narodowej wydobył z ziemi szczątki ok. 200 polskich patriotów. Do dziś zidentyfikowano 16 z nich – zastrzelonych w ubeckiej katowni przy ul. Rakowieckiej w Warszawie i wrzuconych jak worki na śmieci gdzieś do ziemi. Wśród nich nie ma jak dotąd płk Cieplińskiego i innych członków IV Zarządu win. Nie ma też gen. Fieldorfa, czy rotmistrza Pileckiego. Tak samo jak ok. 300 innych żołnierzy i dowódców, przedstawicieli polskiej inteligencji, elity II RP. Wspaniałych ludzi.

Syn straconego na Mokotowie kmdr Stanisława Mieszkowskiego, obrońcy Wybrzeża we wrześniu 1939 r., Witold Mieszkowski modli się o powodzenie prac: „Przypominam sobie taką samą modlitwę 23 lata temu, kiedy na „Łączce” budowaliśmy symboliczny pomnik upamiętniający ofiary. Wierzę, że to nie koniec, a początek odkrywania prawdy”. Wierzą w to też inne rodziny i patriotyczna Polska.

ABY PO LATACH UPOKORZEŃ GODNIE POCHOWAĆ ŻOŁNIERZY NIEPODLEGŁOŚCI. BO OFIARY „ŁĄCZKI” ZASŁUŻYŁY NA PAŃSTWOWY POGRZEB Z WOJSKOWYMI HONORAMI.

OD KILKU MIESIĘCY APELUJĘ, ABY BYŁO TO WIELKIE PATRIOTYCZNE ŚWIĘTO, Z MSZĄ W KATEDRZE ŚW. JANA, CENTRALNYMI UROCZYSTOŚCIAMI NA PL. PIŁSUDSKIEGO I PRZEMARSZEM KONDUKTU ŻAŁOBNEGO NA POWĄZKI, GDZIE STANIE PANTEON POLSKICH BOHATERÓW.

KANCELARIA PREZYDENTA RP POINFORMOWAŁA O TERMINIE POGRZEBU – 27 WRZEŚNIA PRZYSZŁEGO ROKU, W 75 ROCZNICĘ POWSTANIA POLSKIEGO PAŃSTWA PODZIEMNEGO. ALE WCIĄŻ NIE MA ODPOWIEDZI NA PODSTAWOWE PYTANIA - CZY OGRANICZĄ POGRZEB TYLKO DO TERENU CMENTARZA? CZY POZWOLĄ NAM ŚWIĘTOWAĆ W CAŁEJ WARSZAWIE? ODDADZĄ WYKLĘTYM STOLICĘ POLSKI CHOĆBY NA TEN JEDEN DZIEŃ?

ZBYT WIELE JEST ZNAKÓW ZAPYTANIA. DLATEGO MUSIMY WZIĄĆ SPRAWY W SWOJE RĘCE.

„Ziemia musi być zrównana”

Komunistyczny mord miał na zawsze pozostać tajemnicą. Rodziny często w ogóle nie wiedziały o śmierci najbliższych. Naczelnik więzienia mokotowskiego Alojzy Grabicki żonie jednego ze skazanych powiedział: „Po takich zbrodniarzach ziemia musi być zrównana”. Jeden z więźniów zapamiętał jego wizytę w celi: „Do wysokiego, masywnego Woźniackiego powiedział: „O, na tym bym wykonał [wyrok] z przyjemnością”. Do „Łupaszki” [Zygmunta Szendzielarza]: „Na was to bym nie wykonywał, tylko bym was trzymał w więzieniu. Czasem bym was kazał przewieźć po mieście, żebyście widzieli, że Warszawa się buduje, że w Polsce jest dobrze, a wy siedzicie zbankrutowani. To by dla was była większa kara. Bo wykonaniem to się wam idzie z pomocą”.

W tych słowach znajdujemy cel nielegalnej, uzurpatorskiej władzy komunistycznych oprawców – wykończyć bohaterów, zaorać pamięć o prawdziwej Polsce i jej najlepszych synach. Bo najpierw Niezłomnych – groźnych wrogów politycznych - mordowano, a potem przez cały PRL mordowano pamięć o nich. Niszczono ich bliskich – żony, dzieci, odbierając im możliwość nauki i pracy. Wmawiając sąsiadom, że to rodziny bandytów. „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa” – mówił mjr UB Wiktor Herer w 1948 r. Do jednego z zakatowanych Polaków.

A TAKICH „ŁĄCZEK” JEST W POLSCE WIELE. JEST NIMI USŁANY CAŁY NASZ KRAJ. W KAŻDYM MIEŚCIE, MIASTECZKU, KTÓRE „WYZWOLIŁA” ARMIA CZERWONA, SŁUŻBY STALINA - NKWD, UB, INFORMACJA WOJSKOWA REPRESJONOWAŁY I MORDOWAŁY POLAKÓW CZĘSTO NA TERENIE KATOWNI. CIAŁ POZBYWANO SIĘ WRZUCAJĄC DO BEZIMIENNYCH DOŁÓW, ROWÓW, „CHOWANO” GDZIEŚ POD PŁOTEM, CZY WIĘZIENNYM MUREM.

O PRZYWRÓCENIE TYCH LUDZI DO ZBIOROWEJ PAMIĘCI POLAKÓW  TEŻ BĘDZIE WALCZYŁA FUNDACJA ŁĄCZKA. PODSTAWOWYM CELEM JEST ODKŁAMANIE NASZEJ NARODOWEJ HISTORII – ODDANIE NALEŻNEGO SZACUNKU BOHATEROM A ZARAZEM NAPIĘTNOWANIE ICH OPRAWCÓW.

Jesteśmy im to winni

Odnaleziony już na warszawskiej „Łączce” mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” w odezwie z marca 1946 r. Napisał: „... Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków Domagających się wolności i sprawiedliwości.”

„Łupaszko” już wygrał walkę ze złem, z sowieckim totalitaryzmem. Z fizyczną eliminacją i niepamięcią. Miał zniknąć na zawsze – zamordowany fizycznie, z oplutym życiorysem, przemilczany. Dziś został wydobyty z ziemi i zidentyfikowany.

Zanim „Łupaszko” wyszedł ze zbiorowej celi, stanął przez chwilę nieruchomo, popatrzył po raz ostatni na swoich towarzyszy niedoli i – jak relacjonował potem najmłodszy więzień z celi, o pseudonimie „Młodzik” - powiedział głośno: „Czołem, Panowie!” Odpowiedzieli: „Czołem Panie Majorze!”. Dziś Zygmunt Szendzielarz wrócił.

MUSIMY WALCZYĆ O TO, ŻEBY WRÓCILI DO NAS TEŻ WSZYSCY POZOSTALI ŻOŁNIERZE WYKLĘCI-NIEZŁOMNI. ONI MUSZĄ WRÓCIĆ DO ZBIOROWEJ ŚWIADOMOŚCI POLAKÓW, GŁÓWNIE MŁODYCH, KTÓRZY JUŻ DZIŚ WIDZĄ W NICH WZORCE DO NAŚLADOWANIA.

NASZYM BOHATEROM – ŻOŁNIERZOM NIEPODLEGŁOŚCI JESTEŚMY TO WINNI PO DZIESIĘCIOLECIACH KOMUNY I 24 LATACH OD „POKOJOWEJ REWOLUCJI” OKRĄGŁEGO STOŁU.

Prawda i idea Chrystusowa zwyciężą

„My chcemy Polski suwerennej, Polski chrześcijańskiej, Polski – polskiej! (…) Tak jak walczyliśmy w lasach Wileńszczyzny czy na gruzach kochanej stolicy – Warszawy – z Niemcami, by świętej Ojczyźnie zerwać pęta niewoli, tak dziś do ostatniego legniemy, by wyrzucić precz z naszej Ojczyzny Sowietów. Święcie będziemy stać na straży wolności i suwerenności Polski i nie wyjdziemy dotąd z lasu, dopóki choć jeden Sowiet będzie deptał Polską Ziemię” - tak cel powojennej walki przedstawiał kpt. Władysław Łukasiuk „Młot”, dowódca 6. Brygady Wileńskiej AK, legenda Podlasia.

A kpt. Zdzisław Broński „Uskok”, ostatni antykomunistyczny dowódca win na Lubelszczyźnie w swoim „Pamiętniku” napisał o kontynuowaniu idei i czynu żołnierzy Powstania Styczniowego 1863 r.: „Oni mieli tyranów Moskali, a my mamy tyranów bolszewików. (...) Życie poświęcić warto jest tylko dla jednej idei, idei wolności! Jeśli walczymy i ponosimy ofiary to dlatego, że chcemy właśnie żyć, ale żyć jako ludzie wolni, w wolnej Ojczyźnie”.

Płk Łukasz Ciepliński, w grypsie z celi śmierci napisał: „Zrobili ze mnie zbrodniarza

Ciepliński miał rację. Nie tylko angażując się w II konspirację niepodległościową. Przewidział, że Prawda i idea Chrystusowa w końcu zwyciężą.

MY MOŻEMY I MUSIMY W TYM POMÓC. SZCZEGÓLNIE DZIŚ, KIEDY CO CHWILA SŁYSZYMY, ŻE NA DALSZE BADANIA NA WARSZAWSKIEJ „ŁĄCZCE” NIE MA ŚRODKÓW. ŻE NIE MA PIENIĘDZY NA POLSKĄ BAZĘ GENETYCZNĄ OFIAR TOTALITARYZMÓW.

MUSIMY POMÓC WYDOBYĆ Z ZIEMI I ZIDENTYFIKOWAĆ ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH-NIEZŁOMNYCH. MUSIMY SPRAWIĆ, ŻEBY ICH OSTATNIA ZIEMSKA DROGA BYŁA GODNA. POŻEGNAĆ ICH Z NALEŻNYMI IM NAJWYŻSZYMI HONORAMI. TO NASZ OBOWIĄZEK WOBEC NICH, A TAKŻE OBECNYCH I PRZYSZŁYCH POKOLEŃ POLAKÓW.

W imieniu Fundacji Łączka

Tadeusz Płużański

 

Wersja do druku Wersja do druku | Mapa witryny
© Fundacja Łączka